O autorze
Jestem zapalonym przedsiębiorcą teoretykiem-praktykiem. Chętnie uczę się nie tylko na swoich błędach (mam za sobą więcej niż jedną firmę i aktualnie utrzymuję się z prowadzenia takowej) ale również na cudzych, czytując już wyłącznie lektury biznesowe i blogi . Swoimi przemyśleniami dzielę się na co dzień na blogu jakzarabiacpieniadze.

Rak polskiego biznesu

Na pewno spotkał się z tym każdy, kto kiedykolwiek prowadził firmę. Niezwykle irytujące zjawisko, a wręcz uniemożliwiające jej normalne prosperowanie. Mowa tu oczywiście o zatorach płatniczych.

Zazdroszczę tym firmom, które swoje płatności regulują przy odbiorze towaru, bo moja własna wszystkie płatności otrzymuje niestety odroczone, a to z powodu jej specyfiki. Kiedy mija termin płatności, a kontrahent nie odbiera (choć dotychczas był pod telefonem), rozpoczyna się gra pozorów oraz stwierdzenia pokroju "przelew poszedł", "potrzebuję kilku dodatkowych dni" i wciąż nowe powody, dla których nie zobaczę swoich pieniędzy. Jest na tyle źle, że zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, a gdy ktoś reguluje należność w terminie, jestem wręcz zaskoczony.



Gdzie leży tego przyczyna? Prawdopodobnie w kulturze, ale o tym za moment. Wyobraźmy sobie, że kontrahent jest na skraju upadłości i nie wystarcza mu pieniędzy na regulowanie należności wobec banków, nie mówiąc już o pozostałych wierzycielach, którzy stoją w znacznie gorszej pozycji (nie mają tak jak banki rozbudowanych działów windykacji i podobnych przywilejów). Właśnie w tym momencie prawdopodobnie rozpoczyna się efekt domina. Jeśli płatność była dla wierzyciela kluczowa, możliwe jest, że kolejna działalność upadnie, bo wtedy również ta firma nie jest w stanie regulować swoich płatności. Trzecia w tym łańcuchu działalność daje sobie radę, ale zaległości jest tak dużo, że zmuszona jest szukać oszczędności i dochodzi do zwolnień. 

Przyczyna rzadko kiedy wynika z czyjejś złej woli i jest czarno-biała (choć znam osobiście przypadki firm świadomie kredytujące się innymi), ale wystarczyłaby zmiana w płatnościach. Jaka? Płatność z góry.

W tym punkcie wiele osób powie - "niemożliwe", albo spyta "w jakim świecie ja żyję?". Wspominałem, że przyczyna może leżeć w kulturze. Oto i ona. Nie ma w Polsce kultury płacenia za usługi z góry. To odzwyczaja nas od dbania o swój przepływ gotówki i zwiększa skłonność do ryzyka. Sklepy zamawiają towary z odroczoną płatnością z nadzieją sprzedaży. Zamawiamy usługi informatyczne, za które zapłacimy tym, co mamy otrzymać od naszego kontrahenta. Spóźnienia w płatnościach dla blogerów nikogo nie dziwią, bo powszechne jest, że agencja zapłaci mu dopiero wtedy, gdy sama otrzyma wynagrodzenie od klienta. Kredytujemy się na każdym kroku. Spróbujcie to zmienić i żądać płatności z góry. W moim wypadku kończyło się to różnie: od prób nakłaniania mnie do zmiany zdania, po brak kontaktu. Naprawdę w jednostkowych przypadkach ktoś się zgadzał, ale miałem wrażenie, że bardzo niechętnie. W tym jedna osoba, która to zadeklarowała, zerwała ze mną kontakt.

Gdy otrzymałem telefon z propozycją pozycjonowania i opowiedziano mi o swoim rozwiązaniu, wstępnie byłem na tak. Odrzuciłem jednak propozycję rozbicia tego na raty i obiecałem mu powrót do tematu, gdy tylko uznamy, że firma będzie mogła pozwolić sobie na jednorazowy przelew. Mogłem spodziewać się przychodów związanych z pozycjonowaniem, ale stwierdziłem, że zasady to zasady. Od jakiegoś czasu planuję bowiem zmieniać otoczenie wokół siebie, a więc płacić z góry i brać swoje wynagrodzenie z góry, jeśli jest to możliwe. W ten sposób unikam ryzyka jakim jest fakt, że padnę ofiarą zatoru płatniczego, gdyby coś miało nie wypalić. Mam to z głowy, widzę faktycznie ile jest na koncie, uzdrawiam polską kulturę płatności. Niech za przykład posłuży ten wpis: Nawet się nie zaśmieję, kiedy powiesz mi "idź z tym do sądu".

Do tych, którzy z jakiegoś powodu nie zapoznają się z całością (niemniej polecam, bo otwiera to oczy): wydawnictwo zalega z zapłatą wynagrodzenia w kwocie 27 tysięcy złotych za usługi marketingowe. Chcecie wysłać sprawę do komornika? To przygotujcie sobie sporo czasu wolnego, cierpliwości, pieniądze na wpłatę zaliczki i zapłatę "pustego" podatku, bo urząd skarbowy nie pyta czy środki wpłynęły. Tak, aby dochodzić swoich praw w sprawie odzyskania pieniędzy, należy zapłacić – oczywiście mając nadzieję, że komornik coś odzyska. Z tym zresztą bywa różnie, bo komornik też człowiek i również myśli jak zarobić, aby się nie narobić. Chcę przez to powiedzieć, że owszem, możecie zakładać sprawy za 1000 złotych, ale nie łudźcie się, że będziecie traktowani priorytetowo. Jest całkiem prawdopodobne, że sprawa zostanie wręcz umorzona z powodu nieskutecznej windykacji (komornik nie zada sobie trudu, bo sam pracuje na prowizjach od wysokości zadłużenia).

Spójrzmy wprawdzie w oczy: jeśli kultura płatności nie ulegnie zmianie to dalej będziemy tkwić w takim płatniczym marazmie. Już teraz oficjalne statystyki mówią, że znajdujemy się w niechlubnej czołówce państw, które nieterminowo regulują faktury. Ja przestaję się na to godzić, licząc na to, że zmienię swoje najbliższe otoczenie. Zresztą zastanówmy się: jeśli klient upiera się przy swoim i koniecznie chce zapłacić po fakcie, albo ostatecznie z moich usług nie skorzysta, zaczynam nabierać podejrzeń, że mam do czynienia z osobą źle zarządzająca stanem swoich finansów i prawdopodobnie tymi pieniędzmi na chwilę obecną i tak nie dysponuje. Nie napawa mnie to optymizmem.

Tekst jest elementem wpisu o marce osobistej na blogu www.jakzarabiacpieniadze.com.pl
Trwa ładowanie komentarzy...